Lata przed kryzysem finansowym sprzyjały szybkiemu rozwojowi. Banki chętnie finansowały nowe punkty, a leasing na wyposażenie był dostępny niemal od ręki. Wiele firm otwierało lokalizacje szybciej, niż było w stanie nauczyć się nimi zarządzać.

Problem nie polegał na samym kredycie, tylko na tym, że spłata zakładała optymistyczny scenariusz sprzedaży w każdym nowym punkcie. Nikt nie liczył wariantu, w którym połowa nowych lokalizacji dochodzi do rentowności dwa razy dłużej.

Obserwacja z tamtego okresu jest dziś jedną z naszych podstawowych zasad: każdą ekspansję trzeba policzyć w wariancie pesymistycznym i sprawdzić, czy firma go przetrwa.