Pierwsze strony, które budowaliśmy, były w dzisiejszym rozumieniu proste: kilka podstron, cennik, adres i zdjęcia wnętrza. Mimo to już wtedy widać było różnicę między stroną, która przyciąga klientki, a stroną, która tylko istnieje.

Różnicę robiły trzy rzeczy: spójna grafika na stronie, w lokalu i w ulotkach, jasny cennik bez gwiazdek oraz zdjęcia prawdziwych efektów. Salony, które traktowały stronę jak element obsługi, a nie ozdobę, szybciej budowały stałą bazę klientek.

Wtedy też po raz pierwszy klienci poprosili nas, żebyśmy nie chwalili się współpracą. Nie chcieli, by konkurencja wiedziała, kto stoi za ich wizerunkiem. Uznaliśmy to za rozsądne i z czasem uczyniliśmy z tego zasadę.