Po zamknięciach lokali sprzedaż internetowa wydawała się oczywistym rozwiązaniem. Sieci uruchamiały sklepy w kilka tygodni, często bez przemyślenia logistyki, zwrotów i obsługi klienta.

Szybko okazało się, że w internecie konkuruje się z firmami, które robią to od lat, mają lepsze ceny zakupu i skalę. Koszty reklamy, wysyłki i zwrotów potrafiły zjeść całą marżę.

Najlepiej działały rozwiązania, które łączyły kanały: zamówienie w internecie z odbiorem w punkcie, rezerwacja online i obsługa na miejscu, program lojalnościowy wspólny dla wszystkich kanałów. Wtedy internet wzmacniał sieć, zamiast z nią konkurować.