W 2004 roku wielu właścicieli salonów i sklepów patrzyło na akcesję przez pryzmat funduszy unijnych. Tymczasem realna zmiana przyszła z drugiej strony: na rynek zaczęły szerzej wchodzić sieci zagraniczne z gotowymi standardami, systemami i budżetami marketingowymi.

Lokalne firmy, które miały trzy lub cztery punkty, nagle konkurowały z organizacjami, które wiedziały, ile zarabia każdy metr kwadratowy. Przewaga „znamy klientów po imieniu” zaczęła wystarczać tylko tam, gdzie szła w parze z porządkiem w liczbach.

Dla nas był to rok startu. Pierwsze realizacje dla branży kosmetycznej pokazały, że nawet mały salon potrzebuje wyglądać tak, jakby był częścią czegoś większego. To obserwacja, która wróciła do nas wiele razy w kolejnych latach.